Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Wrota rezydencji


Idąc leśną ścieżką dostrzegasz wyłaniającą się zza drzew dotkniętą czasem rezydencję. Zbliżasz się ku jej wrotom poruszając się wzdłóż wyraźnie przerdzewiałego ogrodzenia otaczającego całą posesję. Stając już przy wejściu dostrzegasz w jednym z pokoi znajdujących się na najwyższym piętrze łunę żółtego światła. Ktoś tam jest.


Zapisy na adepta
Zapisy na wykładowcę

Wrota rezydencji
Tajne przejście

Napisy do newsów
Podpisy

Oferta edukacyjna
Statut Zakonu
System oceniania
Hymn Zakonu

Współpraca
Toplisty
Reklama

***
Wolne posady: wykładowca Pojedynków Czarnomagicznych.

Zakazany Las


Sierpień, 2016 rok
Londyn


Delikatne powiewy ciepłego wiatru wirowały w koronach drzew Zakazanego Lasu. Trącały gałązki, przewiercały się przez warstwy chłodnego powietrza otaczającego niżej położone konary, aż wreszcie kończyły swój żywot roztrzaskując się bezwiednie na skorkowaciałych pniach.

Wejdź!

To miejsce tylko dla tych, dla których strach jest uczuciem nieznanym.



Pokoje klimatyczne:

Cieplarnia_Rezydencji
Drzewo_Czasu
Gabinet_Specjalizacji
Gabinet_Wladz
Jezioro
Labirynt
Lochy
Lustrzana_Komnata
Memento_Mori
Most
Opuszczona_Chata
Podziemna_Winnica
Przekleta_Jaskinia
Ruiny_Zamku
Stary_Cmentarz
Strych
Wylegarnia
Zakleta_Polana
Zapomniana_Rezydencja


Pomoc


Idąc przez las natrafiasz na niewielką polanę, w centrum której stoi wysoki, martwy cis. Do suchej, popękanej kory ktoś przybił srebrzystymi igłami dwie małe karteczki z instukcjami. Ich nagłówki brzmiały następująco:

Klimat?
Jak dołączyć?

Umiejętności


Jeden z pokoi Zapomnianej Rezydencji prezentował się wyjątkowo niezwykle. Poza licznymi śladami magicznej walki, które dało się znaleźć niemal w każdym pomieszczeniu, tu dało się wyczuć delikatne wibracje mącące nieruchome, zatęchłe powietrze. Zamykając oczy dałeś się ponieść jakąś niewidzialną ścieżką parę kroków przed siebie. Poczułeś, że powinieneś się obrócić i tak też zrobiłeś. Wibracje stawały się silniejsze z każdą chwilą, aż w końcu zdawało Ci się, jakby przejęły nad Tobą kontrolę. To stara, dawno nieużywana magia nalegała, byś tu dotarł. No dalej, rozejrzyj się! Widzisz tę ścianę pokrytą boazerią? Trzeba się jej pozbyć (boazerii, nie ściany). Wyciągasz więc różdżkę i szepczesz ,,Lacarnum Inflamarae". Po chwili drewno zajęło się ogniem, a gdy zaczynało do Ciebie docierać jak szalenie postąpiłeś, Twoim oczom ukazało się wyryte na szaroczarnej ścianie Drzewo Umiejętności.

Umiejętności
Punkty Umiejętności

Klimat


Strych rezydencji wydawał się opustoszały. Pomalowane na szaro ściany wyzierały zza wyniszczonej boazerii. W miejscach największych uszkodzeń znajdowały się ślady sadzy. Niegdyś musiało to być miejsce walki. Świadczyły o tym także plamy krwi na dywanie na tyle duże, że zdawać by się mogło iż pierwotnie to ten szkarłatny płyn służył za barwnik. Dębowy kredens oparty był na trzech nogach barykadując jedne z czterech wejść do pokoju. Trzy pozostałe drzwi wyglądały jak po spotkaniu z siekierą drwalam, podobnie jak pozostałości dachu, w którym znajdowała się teraz wyrwa wielkości stopy olbrzyma.


Mistrzowie Gry
Opisy miejsc

Biblioteka


Chcąc skrócić czas w drodze na salę ćwiczeniową przechodzisz przez tajne przejście za obrazem Frodo Eternita. Okazuje się jednak, że w tej posiadłości nawet sekretne skróty są niezwykle zagmatwane i przez najzwyklejszy przypadek trafiasz do ogromnego pomieszczenia, pełnego krętych schodów i regałów przepełnionych grubymi księgami. Czy jesteś gotów, by do nich zajrzeć?


Dzienniki lekcyjne:

Czarna Magia
Eliksiry
Legilimencja i Oklumencja
Pojedynki Czarnomagiczne
Stracharstwo
Zakazane Zielarstwo
Zaklęcia i Uroki

Podręczniki:

Zakazane Zielarstwo
Zaklęcia i Uroki

Współpraca
















NowyPotter.eu - 8 tom HP!



Baner small nobg



Opisy miejsc



 Cieplarnia umiejscowiona była na tyłach domu. Wchodząc od frontowego wejścia nie dało się jej zauważyć. Nie była zaniedbana i zakurzona, jak można by się tego spodziewać, porównując ją z resztą rezydencji. Rośliny były posadzone w wypielęgnowanych grządkach, a schludnie poukładane narzędzia sprawiały wrażenie, że pomieszczenie było co najmniej bezpieczne i można było w nim przebywać bez obawy o uszczerbek na zdrowiu. Po przekroczeniu progu szklarni daje się wyczuć wiele pomieszanych ze sobą zapachów - od kuszących, przypominających woń kwiatów polnych, po dziwnie nieprzyjazne odory zgnilizny. Dwojakość wrażeń węchowych jednocześnie zachęca więc do penetracji głębszych części cieplarni i zniechęca do tego. Faktem jest, że im dalej zagłębisz się w nią tym dziwniejsze i bardziej niebezpieczne rośliny znajdujesz. Plotki mówią, że na samym końcu znajdujące się rośliny potrafią nieźle dać w kość osobom, które bez odpowiedniego zabezpieczenia lub znajomości przeciwzaklęć zbliżają się do nich. Te wyjątkowo agresywne gatunki zwykło się nazywać "Syczami" ze względu na charakterystyczne syczenie, które wydają chwilę przed zaatakowaniem swojej ofiary. Pamiętaj także, by po drodze uważać na jadowite tentakule - są chlubą naszej hodowli i nie chcemy, bo ktoś je uszkodził.



 Drzewo Czasu było znacznie oddalone od Zapomnianej Rezydencji. Znajdowało się jeszcze dalej za Starym Cmentarzem, który z wiadomych przyczyn trzeba było ominąć, żeby się tam dostać. Sama droga zajmowała dużo czasu, a chętnych do jej przebycia nie było wielu. Oczywiście, był ku temu powód. Istnieje bowiem przesąd, który krąży wśród śmierciożerców od tak dawna, że ciężko stwierdzić, czy jest prawdziwy czy też nie. Przekonuje on, iż w Drzewie Czasu mieszka stara kobieta, nazywana od wieków Wiedźmą Czasu, której miejscowi boją się od pokoleń. Większość nie widziała jej na oczy, a słyszała tylko z opowiadań osób, które kiedyś zabłądziły w lesie i - na ich nieszczęście - natrafili na drzewo zamieszkiwane przez podstępną wiedźmę. Podobno dobroć, czy wyrozumiałość nie leżały w jej naturze, a przynajmniej tyle można było określić po pozostałościach z jej ofiar. Ów nieszczęśnicy wracali bowiem po latach nieobecności pokryci szramami, nieraz z wyrwanymi językami, czy poodcinanymi palcami. Opowiadali jak bardzo ich zwiodła i zmuszała, by sami siebie krzywdzili, nie potrafiąc oprzeć się jej sugestiom. Każdy, kto ośmielił się jej przeszkodzić, musiał liczyć się z surowymi konsekwencjami. Rzadko kiedy odpuszczała potencjalnym ofiarom, a jeszcze rzadziej była dla nich uprzejma. Jedyną osobą, którą tyle o ile szanowała był Mroczny Lord, który jako biegły w oklumencji potrafił oprzeć się jej niecnym zaklęciom. Lord jednak wiedział, że gdyby nie była uwięziona w drzewie, byłaby niezwykle trudnym przeciwnikiem, którego nie należałoby lekceważyć. Według wędrownych, jej jedynym celem było zatrzymanie czasu. Wielu ludzi zastanawiało się jak mogłaby ona tego dokonać, czy naprawdę jest aż tak potężna, by kontrolować czas i co jej da jego zatrzymanie. Na wszystkie te pytania niestety nie poznano jeszcze odpowiedzi.



 Wejście do Gabinetu Specjalizacji mieściło się na II piętrze. Prowadziło do niego tajne przejście ukryte tuż za bogato zdobionym szmaragdami portretem jakiejś psychodelicznie złowrogo uśmiechniętej wiedźmy o ciemnych, kręconych włosach, natapirowanych tak, jakby ostatnimi czasy poraził je prąd elektryczny. Pod obrazem, tymi samymi szlachetnymi kamieniami ułożono elegancki napis, dostojnie pochylony w prawo: Bellatrix Lestrange. Aby odsłoniła sekretny pokój wystarczyło skłonić ku niej głowę i z szacunkiem wypowiedzieć „Madame Lestrange”.
 Wnętrze pokoju było zaskakująco jasne, co kontrastowało z pozostałymi częściami rezydencji. W zasadzie, możnaby uznać, że tak naprawdę gabinet ten nie jest fragmentem domu. Jest raczej gdzieś pomiędzy posiadłością, a Ministerstwem Magii, a samo przejście za portretem nie jest właściwie zwykłą dziurą w kształcie drzwi, a portalem, którego zdradzają jedynie jasnobłękitne krawędzie grubości włosa. Meble – wysokie regały zasłaniające każdy skrawek czterech ścian oraz potężny stół na środku pokrytej panelami podłogi – były wykonane z drewna w kolorze jasnego brązu. Pokój ten z łatwością mógłby zostać pomylony z graciarnią, ze względu na ogrom dziwnych przedmiotów wciśniętych w każde dostępne miejsce na regałach. Stół również był nimi zawalony na tyle poważnie, że trzeba byłoby się bardzo dobrze przyjrzeć, by dostrzec jego blat. Znajdowały się tu srebrne wagi z odważnikami nie od kompletu, miniatura i tak już miniaturowego drzewka bonsai (było zatem wielkości ludzkiego palca), ogromna kolekcja noży wykonanych z najróżniejszych metali, drewna oraz ze szkła. W rogu stołu zebrano w kupkę kamienie z wypisanymi nań symbolami run – zapewne kiedyś pełniące funkcję magicznych amuletów lub talizmanów – każdy farbą w innej barwie. Były tu też liczne szkiełka: kuliste, sferyczne, sześcienne, kwadratowe i koliste. Dwa ostatnie, gdy wzięło się do ręki i ustawiło tak, by obejrzeć ich brzegi, zdawały się zanikać, jakby nie potrafiły znieść idei istnienia w trójwymiarze. Na szczycie innego stosu przedmiotów widoczna była stara, ciemnoczerwona tiara pokryta licznymi łatami i szwami, a zaraz spod niej wyzierał pojedynczy okular, sprawiający wrażenie, jakby jego producentem był karłowaty cyklop. Do grona osobliwości, lecz już w mniejszym stopniu, zaliczały się także wiekowe, zdobione złotem kostury oraz różdżki. Wszystkie zapewne tak drogie, że skradzione zapewniłyby majętne życie niejednej rodzinie czarodziejów. Każdy z przedmiotów emanował swoją własną, ledwie dostrzegalną aurą, balansującą na granicy rzeczywistości i świata magicznego zapewniając obserwatora o swojej niezwykłości i unikalności.



 Gabinet Władz znajdował się na górze domu. Z jego okien widoczne były wszystkie zabudowania rezydencji, dzięki czemu można było cały czas kontrolować sytuację na jej obszarze. W środku znajdowały się dwa duże mahoniowe biurka, które stały na ciemnym dywanie po przeciwnych stronach pokoju. Ściana za jednym z nich była niemal w całości (z przestrzenią na wąskie okno) zastawiona regałami pełnymi magicznych ksiąg tak opasłych, że mogłyby służyć jako odważniki do ważenia trollów. Ich zawartość była ścisłą tajemnicą i tylko niektórzy dostąpili zaszczytu poznania treści niektórych z nich. Na ścianie na przeciwko znajdowały się, z kolei, portrety najznamienitszych czarnoksiężników w historii ludzkości. Większość ludzi na ich widok przeszedłby dreszcz, ale dla czołowych osobistości Zakonu była to codzienność. Pozostałe dwie ściany pokrywała drewniana boazeria, licząca sobie dziesiątki lat, w którą - zdawało się, że na siłę - wetknięto wysokie okna, pomiędzy którymi stały regały pełne dziwnych, srebrzystozłotych przedmiotów, poruszających się harmonijnie w rytmie nieznanej nikomu melodii.



 Jezioro było względnie niewielkim akwenem wodnym ukrytym w lesie. W zasadzie, poprawniejszym byłoby nazwanie go Stawem, lecz nazwa Jezioro powstała lata temu, kiedy miało brzegi szersze o dziesiątki metrów, niż obecnie. Teraz znajdowało się kilkanaście (kiedyś kilka) minut drogi od Zaklętej Polany, ukryte w ciemności gęstych zarośli. Wokół pokrytego rzęsą wodną bajora można było znaleźć wiele stworzeń zarówno magicznych jak i niemagicznych, a także roślin. Miejsce to słynie z zamieszkujących je najad - próżnych, zielonołuskich, długowiecznych istot, których jedyną rozrywką jest topienie mężczyzn, jeśli tylko im się uda ich zauroczyć i zachęcić do zbliżenia się w stronę jeziora. Konkurują tu o rozrywkę z kelpią jeziorowym, nazwanym potulnie przez śmierciożerców "Charlie".



 Tekst opisujący miejsce.



 Lochy rezydencji mieściły się na najniższym piętrze posesji. Nazywano tak zadziwiająco prosty korytarz pozbawiony zaklęć zwodzących – widocznie uznano, że taka ochrona nie jest w nich wymagana, skoro cała reszta domu była przesycona wszelkimi defensynymi czarami i klątwami – a jedynie pokryty przestrzennymi zaklęciami: antydeportacyjnym i antyaportacyjnym, które skutecznie uniemożliwiały teleportację na tym obszarze (Mrocznemu Lordowi zajęło kiedyś cały dzień pokrycie jasnoniebieskimi symbolami całego sufitu korytarza, aby uszczelnić dobrze oba zaklęcia; przy tym rytuale nie należy używać różdżki, więc musiał robić to ręcznie, pokrywając pędzlem fragmenty śliskiego w dotyku kamienia). Korytarz był szeroki na tyle, by mogły iść koło siebie dwie osoby średniej tuszy, ale nikt więcej. Po obu stronach lochów znajdowały się regularnie rozmieszczone drzwi o wysokości około metra. Między nimi błyszczały czyste, wyrzeźbione z czarnego marmuru ściany, oświetlone żelaznymi świecznikami ściennymi, których smoliste świece płonęły jaskrawozielonym światłem, zapalając się niczym meksykańska fala, gdy tylko ktoś stanął przy wejściu do lochów. Gdy z kolei ktoś zniknął za którymiś drzwiami, zostawiając pomieszczenie puste, świece gasły w równie spektakularny sposób, choć nikt już tego nie mógł podziwiać. Na samym końcu korytarza znajdowały się grube, dębowe i wyglądające na starsze, niż zapewne były drzwi zbudowane na schemacie prostokąta, na których wypisano wąskimi, wysokimi literami w barwie szkarłatu – kto wie, może to była krew – napis: „Porzućcie wszelką nadzieję, Wy, którzy tutaj wchodzicie.” Zaraz za nimi kryła się sala, w której odbywały się zajęcia z Eliksirów.
 Wnętrze pomieszczenia przypominało wyglądem korytarz, który do niego prowadził, lecz było znacznie szersze – mogło się tu spokojnie pomieścić jakieś dwadzieścia osób, na co wskazywała zresztą ilość umieszczonych tam dwuosobowych ławek. Na każdej z nich umieszczono kociołek zawieszony na trójnogu, rozstawionym wokół palnika (w Zakonie nie były gazowe, jak to zazwyczaj bywa w magicznych szkołach. Składały się ze zwykłego drewienka, które nasączano przed zajęciami specjalną mieszanką. Ta rozpalała się, gdy rzucono na nią zaklęcie Incendio, a samą wielkość i temperaturę płomienia można było dowolnie modelować, rzecz jasna, przy pomocy różdżki). Pozostały fragment blatu był perfekcyjnie czysty, o co dbały nocą skrzaty domowe podporządkowane śmierciożercom. Pod ścianami klasy rozstawiono szerokie, wysokie do sufitu regały z potężnymi półkami, które mimo swojej masy uginały się pod ciężarem licznych flakonów, szkatułek, butelek wypełnionych kolorowymi płynami, słoików z zanurzonymi w nich fragmentami kończyn magicznych i niemagicznych stworzeń oraz wielu innych opakowań przepełnionych ingrediencjami. Nad każdym stanowiskiem pracy, pod sufitem, błyszczała żółta kula, rzucająca na nie oraz na kamienną podłogę światło.



 Tekst opisujący miejsce.



 Memento Mori jest prywatnym gabinetem Mrocznego Lorda, umiejscowionym w lochach rezydencji głęboko pod ziemią. Nazwa pokoju wzięła się z tabliczki zdobiącej prowadzące do niego drzwi. Wykonana była z czystego srebra i miała przypominać śmierciożercom, by nie lekceważyli swoich wrogów. Gabinet Lorda był miernie oświetlonym miejscem. Nie było tam biurka, ani żadnych mebli poza zasłaniającymi ściany regałami przepełnionymi grubymi księgami. Wewnętrzna strona drzwi, podłoga i sufit zapisane były niezwykłymi symbolami, których magiczna esencja przesycała mury budynku. To było jej główne źródło i to właśnie dzięki temu miejscu rezydencja była twierdzą nie do zdobycia.



 Tekst opisujący miejsce.



 Opuszczona Chata, czy też Nawiedzona Chata - jak lubią ją nazywać nasi adepci - mieści się głęboko w Zakazanym Lesie. Aby do niej dotrzeć, należy przejść przez gniazdo akromantul, które na prośbę władz Zakonu nie atakują zazwyczaj śmierciożerców. Następnie, tuż za ich siedliskiem, trzeba przebrnąć przez zdradzieckie mokradła, w których żyją podstępne wodniki Kappa czekające tylko na okazję, by kogoś udusić swoimi obślizgłymi, płetwiastymi dłońmi. Bagna otaczają chatę - nabitą na liczne pale, by nie zatonęła - z każdej strony, dlatego też adepci i wykładowcy Zakonu używają małych, drewnianych, 3-osobowych łodzi, które zacumowane są w długim, choć bardzo prosto wykonanym (z kamienia i słomy), hangarze na łodzie.
 Wygląd zewnętrzny chaty nie zachęca do jej zwiedzania - zabite deskami okna, rozwalający się dach, dziurawa podłoga, a także drzwi wejściowe utrzymujące się na jednym z dwóch zawiasów - stąd też władze Zakonu zapewniają wykładowców i adeptów o dogodnych warunkach do nauki, bez nieproszonych gości. Dostęp do chaty dodatkowo utrudnia umiejscowienie budynku w jednym z kręgów terytorialnych bardzo nieprzyjaznych stworzeń ciemności, takich jak zawodzące nocą banshee; pływające na powietrzu zjawy o pustych oczach, ubrane w czarne suknie oraz posępne, betonowe gargulce, wspinające się po drzewach i szukające krwawych, zbłąkanych wieczorem ofiar.
 Wnętrze Opuszczonej Chaty zupełnie nie dziwi nikogo, kto widział ją od zewnątrz. Jest stara, wyniszczona, a w jej ścianach wyczuwa się silne pozostałości po używanej tam niegdyś Czarnej Magii. W środku wyczuwalny jest nieraz odór zgniłych jaj, dochodzący tam z głębin bagna, które opuszcza w postaci wielkich baniek, pękających tuż nad powierzchnią gęstej, brązowej, pokrytej rzęsą wodną cieczy.



 Tekst opisujący miejsce.



 Tekst opisujący miejsce.



 Wejście do ruin zamku, należącego niegdyś do Uniwersytetu Czarnoksięstwa, a właściwie do sekretnej krainy, w której został wybudowany, znajdowało się w Jeziorze. Od wieków nieżyjąca już Rada Nadzorcza uniwersytetu wymyśliła sprytną metodę zapieczętowania tej ziemi. Mianowicie, aby się tam dostać, należało uronić kroplę swojej krwi do Jeziora – znajdującego się teraz pod kontrolą śmierciożerców – a następnie, upaść płasko na taflę gładkiej wody, twarzą w jej stronę. W mgnieniu oka, zupełnie bezboleśnie, osoba przekraczająca tę rzadko spotykaną granicę, staje na tafli jeziora, jednak od spodu. Z początku odwrócenie grawitacji i znalezienie się po Drugiej Stronie Jeziora może wywoływać nudności, jednak szybko przechodzą, jeśli tylko nie patrzy się za długo pod nogi przez wodną powierzchnię na znajdujące się za nią prawdziwe, rzeczywiste niebo. Co prawda, kraina nie była wypełniona wodą, jak można by się spodziewać – nie był to żaden podwodny świat – ale przekroczenie granicy wiązało się ze zmoczeniem ubrania, które nieprzyjemnie przyklejało się do wilgotnego ciała. Po Drugiej Stronie Jeziora było nieco inaczej niż w zwykłym świecie. Było to miejsce bez Słońca, ani żadnej innej gwiazdy, a mimo to nie było absolutnie pogrążone w ciemności. Jakieś starożytne zaklęcie utrzymywało je wciąż w półmroku, co zapewne umożliwiało kiedyś studentom Uniwersytetu Czarnoksięstwa rozczytywanie grubych ksiąg, i prawdopodobnie znacznie pogarszało ich wzrok.
 Na brunatnym gruncie docierającym aż po horyzont – zderzenie brązowego podłoża z czarnym niebem – postawiono ogromny zamek, otoczony z każdej strony sięgającymi mu prawie do połowy potężnymi drzewami, tworzącymi Ciemny Las, zamieszkiwany przez wszelkie najpotworniejsze stworzenia. Królowała tu Czarna Magia, unosiła się w powietrzu, jakby tylko czekała na rozbudzenie. Wszystkie znane zaklęcia działające w prawdziwym świecie, w tym były spotęgowane. Tutaj magia sama dodatkowo się podsycała, a już szczególnie wewnątrz stojącego na wzniesieniu zamku, składającego się z jednego kwadratowego dziedzińca, ograniczonego z każdej strony zniszczonymi murami i faktycznego budynku, którego dach naszpikowany był strzelistymi wieżami, i do którego prowadziły kilkunastometrowe, pomalowane na czarno – jak zresztą cały zamek – dwuskrzydłowe drzwi.
 Wnętrze gmachu było równie licho oświetlone, co Półmroczne Błonia – naprawdę tak się nazywały – otaczające Ciemny Las. Strop holu głównego, do którego wchodziło się zaraz po przekroczeniu wrót wejściowych, był zawieszony tak wysoko, że w zasadzie ciężko było stwierdzić, czy faktycznie istnieje, czy może już patrzy się w czarne niebo. Pomieszczenie to było wyłożone gładkimi, białymi kafelkami, rozchodzącymi się w trzech kierunkach – na lewo, na prawo oraz prosto po schodach do góry, które dalej znów rozwidlały się kilkanaście metrów nad ziemią w obie strony. Lewe skrzydło z jakiegoś powodu było od zawsze zamknięte – nawet za czasów działania uniwersytetu. Prawe z kolei prowadziło do dużej komnaty, w której na ogromnym tronie zasiadał, a właściwie spał, Olbrzym Dravagor – potężna, licząca sobie dziesiątki metrów postać o szarej skórze, ubrana w coś, co z bliska wydawało się jak uszyte ze smoczych, szarobrązowych łusek. Nie wiadomo właściwie od jak dawna tu był, jasne jest natomiast, że uważał się za władcę Drugiej Strony Jeziora, a jego sen trwał już ponad sześć wieków.
 Rozwidlone schody prowadziły na kolejne piętra, na każdym z nich roiło się od korytarzy i zakurzonych sal, w których niegdyś prowadzono zajęcia. Ostatnie stopnie tworzyły swoisty labirynt schodów, a tym, którym udało się odbiec od pozostałych, dane było w nagrodę wkręcenie się spiralnie w wysokie, spiczaste wieże, prowadząc na ich szczyty.




 Cmentarz został wybudowany wiele wieków temu na terenie Zakazanego Lasu. Sto lat wcześniej było to miejsce magicznej bitwy, w której poległy dziesiątki osób. Dawniej nekropolis cieszyło się pięknymi, granitowymi nagrobkami, pomiędzy którymi usytuowane były pamiątkowe rzeźby aniołów, jednak po wykonaniu pewnego czarnomagicznego rytuału przez nieostrożnego czarnoksiężnika, posągi poniekąd ożyły - i co więcej - okazały się niezwykle niebezpieczne. Ich charakterystyczną cechą stało się jednak to, że potrafiły poruszać się tylko wtedy, gdy nikt nie patrzył. Pamiętaj więc, jeśli spotkasz posąg anioła, nie waż się mrugnąć, bo może to być ostatnia rzecz, na jaką się zdecydujesz. Od czasu Powstania Aniołów zostało niewiele osób, które są na tyle odważne, by wrócić na cmentarzysko, przez co jest ono bardzo zaniedbane. Groby są przykryte porostami i mchami, reszta roślin już dawno wymarła przez zaskakująco długo trwającą suszę w tej części Zakazanego Lasu (najpewniej związane jest to z aniołami). Pomimo niskiej wilgotności, w miejscu tym unosi się mgła, która - według plotek - jest jak trucizna na mugoli, którzy nieświadomi trafili na cmentarz i postanowili spocząć przez chwilę na kamiennej ławce, z której już nigdy nie wstali.



 Tekst opisujący miejsce.



 Spośród wszystkich miejsc, których obejmowały władze Zakonu Śmierciożerców, Wylęgarnia była najgorszym, najbardziej plugawym i najniegodziwszym. Była to obszerna komnata – a może jaskinia - wykonana w prymitywny, surowy sposób, sprawiająca wrażenie wyrytej w chropowatej, szarej, twardej skale porośniętej od wewnątrz mchami i poskręcanymi grzybami, wyrastającymi w chaotyczny sposób z półokrągłych, wilgotnych ścian, stropu i podłoża. Ich kapelusze, zaskakująco przypominające ludzkie twarze, pochylały się w stronę ziemi, jakby poddały się, lub żałowały czegoś i właśnie przechodziły największe załamanie nerwowe, na jakie tylko mogły pozwolić sobie grzyby. Twardy grunt wysiany był mniejszymi i większymi kamieniami porośniętymi pachnącymi wilgocią, zatęchłymi pleśniami. W lodowatym, zamglonym powietrzu unosiły się drobiny – zarodniki, które będąc wdychane przez człowieka budziły w nim fale smutku, z których każda kolejna robiła się coraz silniejsza.
 Wylęgarnia była miejscem tak smutnym i żałobnym, że chyba nikogo nie zdziwi fakt, iż stanowiła jedno z niewielu w Europie miejsc narodzin dementorów. To tutaj, odżywiane ludzkim szczęściem, nawarstwiały się na ścianach jak sąsiadujące z nimi pleśnie i odrywały się od nich, gdy przyszła na to pora. Panoszyły się w swoim królestwie żałości, pozostawiając jednak część komnaty w spokoju. Jakaś niewidzialna bariera, której granice wyznaczały – zadziwiająco jaskrawe jak na to miejsce – czerwone muchomory ułożone w czarci krąg o średnicy dziesięciu metrów, odgradzała dementorów i osłabiała ich magiczne oddziaływanie. To była stara, pogańska magia, która nadawała idealną sposobność do prowadzenia zajęć w tak mrocznym miejscu. W samym centrum kamiennego koła wyznaczonego przez muchomory, znajdował się żelazny, płaski właz, pokryty magicznymi symbolami. Zaskakująco prosty, ukryty pod nim pionowy tunel prowadził do jednego z lochów Zapomnianej Rezydencji, którym należało najpierw schodzić, a następnie wspinać po metalowej drabinie (gdzieś na jej środku grawitacja ulegała zmianie, co by znaczyło, że znajdując się w Wylęgarni tak naprawdę wszyscy chodzili po suficie, a nie jak mogłoby się im wydawać, po ziemi) aż do identycznego włazu jak wcześniej, lecz wykonanego w mosiądzu. Tutaj rozpoczynały się i kończyły magiczne bariery otaczające Rezydencję. Najwyraźniej, z jakiegoś powodu, nie mogły objąć hodowli dementorów.



 Wieść głosi, że już dawno temu, w czasach starożytnych, miejsce to było zamieszkane przez najwyższe w hierarchii magicznych stworzeń byty. Żyły tu jednorożce, otaczające polanę własną, czystą, wolną od zła magią, która chroniła je przed niebezpieczeństwem. Miejsce stanowiło również schronienie dla bardzo próżnych wróżek, które każdego ranka budziły kwiaty do życia, posypując je magicznym pyłkiem. Ich malutkie, przezroczystawe skrzydełka przypominały wyglądem płatki kwiatów tak barwnych, jak tylko można sobie to wyobrazić. W samym centrum polany znajdowała się duża fontanna – Sanktuarium Królowej Wróżek – posąg wykuty w białej skale przedstawiający niesamowicie piękną kobietę o spiczastych uszach, na których osiadła korona wykonana z żywych kwiatów – codziennie przygotowywała ją inna wróżka i przyozdabiała swoim dziełem posąg, pozbywając się korony wykonanej dzień wcześniej przez jedną ze swoich sióstr. O wróżkach warto wiedzieć tyle, że choć są niewielkie, ich magiczna moc może okazać się niezwykle potężna, a szczególnie w grupie. Nie należy ich lekceważyć, a już na pewno nie wolno zbliżać się do Sanktuarium, ponieważ tylko osoba o czystym sercu może się do niego zbliżyć. Każda inna zostanie zabita na miejscu przez magię Królowej Wróżek – najsilniejszej ze wszystkich, jak twierdziły, choć żaden śmiertelnik nigdy jej nie zobaczył. Nie wiadome było też, gdzie ona żyje – Sanktuarium było tylko czymś w rodzaju mugolskiej kapliczki, przez które wróżki mogły kontaktować się ze swoją matką.
 Zaklęta Polana stanowiła schronienie również dla sylfów – magicznych istot przypominających wirujące w powietrzu pozostałości po dmuchawcach. Sprawiały, że czas w Zaklętej Polanie nie płynął, a jej goście nie byli w stanie określić jak długo na niej są, jeśli nie byli odpowiednio skupieni. Sylfy były bowiem tak piękne, że odwracały sobą uwagę śmiertelników od ich codziennych zajęć, skłaniając ich do rozkoszowania się chwilą i marzeniami. Podobno wielu wędrowców, którzy napotkali polanę, żyło tam przez całe wieki nim zorientowali się, że coś jest nie tak. Wtedy próbowali ją opuścić, ale gdy sylfy przyzwyczaiły się już do kogoś, bardzo niechętnie pozwalały mu odejść – głównie dlatego, że w gruncie rzeczy były bardzo dobre i wiedziały, że jeśli człowiek po takim czasie wyjdzie z polany, rozwieje się w pył, w końcu miał już swoje lata.



 Zapomniana Rezydencja umiejscowiona jest w samym centrum Zakazanego Lasu. Otoczona jest z każdej strony żelaznym, przyrdzewiałym ogrodzeniem, nad którym wisi tak wiele zaklęć ochronnych i kamuflujących, że po przejściu na teren posesji powietrze wydaje się być gęstsze od tego w lesie. Wyeliminowano także wiatr, chmury i inne czynniki atmosferyczne, które mogłyby wpływać na jakość rzucanych zaklęć. Od wrót rezydencji ciągnie się ścieżka wydeptana dziesiątkami stóp, która prowadzi do drzwi głównych. Po drodze podziwiać można zapuszczoną trawę, opalone od zaklęć drzewa i gruz. Należy wiedzieć, że posesja Zakonu Śmierciożerców to ogromny, wielokondygnacyjny dom zbudowany w głównej mierze z szarego kamienia, który teraz niespełna cały pokryty jest warstwą bluszczu pnącego się aż do wieżyczki rezydencji - jej najwyższego punktu obserwacyjnego, do którego można się dostać tylko przez zabarykadowane na strychu drzwi. Miejsce to było ostatnią ostoją śmierciożerców w czasie polowań na czarnoksiężników. Z tamtego okresu przetrwało zaledwie kilku z nich.
 Wnętrze rezydencji pokryte jest w każdym calu kurzem i marmurowym pyłem, którego pierwotnym źródłem były posadzki i schody. Teraz unosił się w powietrzu i dryfował swobodnie pomiędzy pomieszczeniami, których ściany zostały wysadzone bądź wyburzone w dawnych dziejach posesji. Część schodów utrzymała się przy egzystencji i służyła nowo przyjętym śmierciożercom, prowadząc na wyższe i niższe piętra.
 To z czego słynie dom, to specjalnie ulokowane zaklęcia mentalne, powodujące że osoby, które zawitały tam po raz pierwszy nie potrafią zorientować się w tym miejscu. Pokrętność i zawiłość korytarzy z pewnością wzmacnia uczucie dezorientacji. Krążą pogłoski, że dom ten tak naprawdę żyje i sam zgubi każdą osobę, która w mniemaniu dworu to persona non grata. Nikt nie mówi o tym głośno, więc lepiej też na to nie zwracaj uwagi.


® Theme by A. V. ||| ˆ 2011 Mroczny Lord. Wszelkie prawa zastrzeżone.